|
Beeee....
Psioniczka skupila sie, wypowiedziala slowa zaklecia, wykonala kilka gestow. Powietrze zatrzeszczalo lekko i pojawil sie obiekt. Musze przyznac, ze przylozyla sie do roboty nasza Candice i teraz silvanka raczo biegla w dol kotlinki.
-Beee, a kto wam powiedzial, ze jestem hetero?
dzien z zycia zajazdu Villsvin
Bog dal piekny poranek, w sam raz na poczatek przygody. Po zakonczeniu wspolnego sniadania do karczmy przybyl noszacy sie w zielonym uniformie zolnierz w towarzystwie innego, nizszego zarowno wzrostem jak i szarza. Zasiedli przy lawie pod sciana karczmy i rozlozyli przed soba papiery.
Elfy
Cala czworka powoli ruszyla wzdluz fosy. Pierwszy szedl Eyck oslaniajac sie tarcza. Na krawedzi po drugiej stronie pomiedzy listowiem dostrzec mozna bylo leczyska dlugich elfich lukow. Czujac na karkach ciezar wycelowanych w nich grotow, zeszli na dno fosy, starajac sie trzymac rece na widoku. Gdy, z trudem utrzymujac rownowage, zaczeli podchodzic w gore stromym osypiskiem, nad nimi pojawila sie smukla elfka w szarym kaftanie, ze strzala wycelowana prosto w Eycka.- Szukacie tu czegos, poza smiercia?- spytala drwiaco z jadowitym usmiechem.
Gornicy i potwory
Prosta droga doszlismy do kopalni. Przed wejsciem stal jeden gornik, drugi lezal na kocu obok.
-Kto idzie?-zapytal robotnik.
-Ludzie przyslani przez hrabiego do zbadania dlaczego umieraja gornicy.-odpowiedzial Fein.
-A to dobrze trafiliscie, mozecie podejsc blizej-pozwolenie bylo calkiem na miejscu, bo u stop gornika lezal duzy, ciezki mlot, a sam gornik wygladal na takiego co doskonale umie sie nim poslugiwac.-Moze piwa?
Lza Dolin
Wowczas nastapil ciag wydarzen wielkiej wagi. Bractwo Tajemnych zniklo bez sladu, dajac powod do plotek, jakoby nigdy nie istnialo. Jedynie swiatli ludzie mowili potem, ze Tajemni wypelnili swoja powinnosc, obronili krolestwo przed barbarzyncami i zniszczyli zagrozenie, zatem mogli odejsc.
Miecze zostaly zlamane
- Utrzymac szyk! Utrzymac... – wrzasnal, ale w pol slowa olbrzymi wojownik wpadl w pierwsza linie. Odepchniety z ogromna sila krasnolud padl na ziemie. Yngvild, w ktora wpadl inny, utrzymala sie na nogach, ale olbrzym z rozpedu trzasna ja glowica miecza w twarz. Rozblysly gwiazdki i gwardzistka wyladowala w krzakach. Tymczasem wrzeszczac dziko i nie zwazajac nawet na wlasnych towarzyszy olbrzymi wojownik wbiegl w srodek szyku, roztracajac zolnierzy.
Ostatni bastion cz. 1
Na barykadzie zalegla cisza. Powazne i skupione miny obroncow mowily az za dobrze o tym, ze potrafia liczyc. I ocenic szanse. Nikle szanse.- Nie wytrzymamy nawet pierwszego szturmu – mruknal pod nosem Einhard. Indariel zacisnela zeby. Shamaroth spojrzal po twarzach towarzyszy.- Hu! Hu! Hu! Hu! – wrzasnal tubalnym glosem. Zawtorowal mu Heimdall lomoczac toporem w tarcze i po chwili nad bastionem ponioslo sie echo wojennego okrzyku. W tym okrzyku ulatywaly strach i beznadzieja, obawy i chec ucieczki, z kazdym kolejnym choralnym okrzykiem odzyskiwali sile, poczucie mocy plynacej z bojowej wspolnoty, powracalo znane uczucie bitewnej euforii. W zacisnietych na broni piesciach, w zawzietych spojrzeniach rodzil sie duch bojowy, tak typowy dla walki bez nadziei na zwyciestwo.
Ostatni bastion cz. 2
Pogromcy demonow
Mowiono o nich pozniej, ze przybyli z roznych stron swiata... Ze przygnala ich tu chec zarobku, zadza przygody, ale i bardziej szlachetne pobudki. Spotkali sie w letni wieczor w skromnej (zeby nie powiedziec obskurnej...) oberzy u stop poteznej wiekowej Fortecy Silberberg. Dwudziestu dzielnych najemnikow, ktorzy odpowiedzieli na wezwanie krolowej. W tym kraju ogarnietym wojna domowa, rzadzonym nieudolnie przez Lordow z Rady Regencyjnej, niszczonym i zubozalym, ktos musial w koncu zaprowadzic porzadek...
Przypuszczenia
Ineth Aedwenien, polelfka, spadkobierczyni rodu, ktory od wiekow wspieral i chronil krolow Doliny, wiedziona porywem serca, przyklekla przed swoja przyjaciolka i krolowa, - Przysiegam ci, Arideo, na pamiec twoich przodkow, ktorym sluzylam, ze zrobie wszystko, by wkrotce w tym krolestwie wszystko bylo naprawde twoje. Albo bedzie to ostatnia misja, ktora w zyciu podejme
Rzeczna wyprawa
Po chwili wszystkie lodzie wyplynely z malenkiego portu nad Nysa. Na sam przod wysunela sie lodz Einharda i Indariel, za nia druga wieksza kierowana przez rudobrodego krasnoluda oraz poteznego ciemnowlosego gorala, a na samym koncu druzyna Oktawiana, ktorej pomagal polelficki flisak.
Strzyga
Strzyga szla. Krok za krokiem. Oddech za oddechem. Minuty mijaly. Nagle korytarzem targnal odglos padajacego na ziemie ciala. Zatrzymala sie. Rozleglo sie mlaskniecie, cichy jek, swiadczacy, ze ofiara jeszcze zyje. I ohydny odglos rozrywanego ciala. Chrupnely lamane kosci i rwane stawy. Strzyga zamlaskala. - Bede rzygac...- jeknal mag cichutko. - Ani mi sie waz – warknela Ineth.
w obronie nieswojego kraju...
O tym, ze jestem naiwny nie trzeba mi nawet mowic. Jestem i bede naiwny jezeli mysle, ze ta banda da mi sie kiedykolwiek wyspac porzadnie.
-Abel, wstawaj-mowil ktos stojacy przede mna-wstawaj jest trup.
-To nic nowego jak na was-przewrocilem sie na drugi bok.
-Tak, ale zywy trup.
Wampir
Pierwszy ocknal sie Hodo.
- W szereg! - wrzasnal, cofajac sie. Rigo i Borys doskoczyli do niego. Sigbert spokojnym krokiem stanal w szeregu i zawinal nad glowa Zerwikapturem az zaswiszczalo powietrze. Nieznajomy szedl. Pierwszy nie wytrzymal Rigo, wyrwal sie z szeregu z okrzykiem i z uniesionym mieczem skoczyl na napastnika. To, co nastapilo pozniej, stalo sie tak szybko, ze ich oczy nie byly w stanie dostrzec szczegolow. Z oszalamiajaca szybkoscia i precyzja mezczyzna w kontuszu uchylil sie przed ciosem i zlapal reke najemnika. Z nienaturalna szybkoscia zawinal reka, tak ze Rigo obrocil sie jak szmaciana laleczka. Napastnik przyciagnal go do siebie, rzucil na ziemie. Dostrzegli blysk oczu i uslyszeli mlaskniecie, od ktorego podniosly im sie wlosy na glowie. Nieznajomy podniosl glowe znad szyi Riga i usmiechnal sie szeroko. Usta mial pelne krwi. Spod uniesionej w usmiechu wargi blysnely szpiczaste kly.
Wampiry istnieja...
Odnioslem wrazenie jakby czesc mojej duszy zostala zawladnieta prze owego najwyzszego wampira i przejmowala kolejne kawalki duszy w posiadanie. Mowil do mnie, nakazywal mi co mam robic. W miedzy czasie slyszalem jeszcze inny glos, donosny, powazny mowiacy, ze mam pozostac soba. I to ten wlasnie glos pozwolil mi pozostac przy ludzkiej postaci. Potem pojawil sie Shamaroth i glos stracil wladze nad dusza, stal sie malutki i nic nie znaczacy. Zdawalem sobie jednak sprawe z tego, ze w odpowiedniej chwili przy odpowiednim ukladzie czynnikow glos moze odzyskac sile i wladze. Poszedlem do namiotu i modlilem sie, dlugo w podziece za ratunek
|
|